Srebro zrywa się ze smyczy: Przemysł drenuje magazyny, a ulica rzuca się na fizyczny kruszec

0 1

Złoto kradnie nagłówki, ale to na rynku srebra dzieją się rzeczy historyczne. „Złoto dla ubogich” wrzuciło wyższy bieg, a deficyt fizycznego metalu, napędzany rewolucją sztucznej inteligencji, sprawia, że prognozy na poziomie 100 USD za uncję przestają brzmieć jak science-fiction.

Koniec lutego to moment, w którym rynek wreszcie zaczął wyceniać fundamenty srebra. Z najnowszych odczytów zapasów giełdowych wynika, że magazyny COMEX i LBMA są drenowane w zastraszającym tempie. Srebro ma tę specyficzną cechę, że w przeciwieństwie do złota, lwia część jego rocznej produkcji jest bezpowrotnie zużywana w procesach technologicznych – od paneli fotowoltaicznych, po stymulowane przez AI centra danych, które wymagają setek ton wysoko przewodzących komponentów.

Analitycy biją na alarm, że wkraczamy w erę chronicznego niedoboru.

„Przemysł i spekulanci w końcu stanęli twarzą w twarz w walce o ten sam ograniczony zasób. Deficyt podażowy na rynku srebra obserwujemy już szósty rok z rzędu, ale dopiero teraz rynek zaczyna panikować. Cena będzie musiała drastycznie wzrosnąć, by wymusić na przemyśle poszukiwanie substytutów – a w zaawansowanej elektronice srebro jest w zasadzie niezastąpione” – pisze w ostrym tonie Michael DiRienzo, reprezentujący The Silver Institute.

Ciekawym fenomenem tej hossy jest zmiana zachowań kupujących. Wobec problemów z podażą, inwestorzy detaliczni dosłownie czyszczą półki u dealerów, kupując wszystko, co ma próbę 999. Świadomy inwestor wie, że wybierając produkty w stanie inwestycyjnym, nie musi przejmować się estetyką. W tym otoczeniu rynkowym naturalnie występująca patyna czy milk spoty (mleczne plamy) na srebrnych monetach to zjawisko, które nikogo nie odstrasza – liczy się wyłącznie czysty kruszec jako tarcza przed inflacją i lewar na popyt przemysłowy.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany