Srebro zakładnikiem zielonej transformacji. Kopalnie biją na alarm przed zapaścią łańcuchów dostaw
Wykresy srebra przypominają obecnie startującą rakietę, ale to, co dzieje się za kulisami przemysłu wydobywczego, bardziej przypomina scenariusz katastroficzny. Podczas gdy inwestorzy detaliczni cieszą się z przełamywania kolejnych poziomów oporu powyżej 85 USD za uncję, producenci paneli fotowoltaicznych wpadli w absolutną panikę.
Zaczęło się w ubiegły czwartek, kiedy Fresnillo plc – największy na świecie producent srebra z kopalń pierwotnych – ogłosił korektę swoich prognoz wydobywczych na drugą połowę 2026 roku. Powód? Rosnące koszty operacyjne, starzejąca się infrastruktura i dramatyczny spadek jakości rudy w meksykańskich projektach. Informacja ta trafiła na rynek w najgorszym możliwym momencie.
Sektor OZE (Odnawialne Źródła Energii) znalazł się w pułapce własnego sukcesu. Gigafabryki w Europie i USA, stymulowane ogromnymi dotacjami państwowymi, zwiększają moce produkcyjne, nie zważając na wąskie gardła surowcowe.
„Przemysł solarny przez ostatnie pięć lat żył w bańce taniego srebra, uprawiając tzw. thrifting, czyli minimalizowanie ilości metalu w ogniwie. Ten proces dotarł jednak do fizycznej ściany. Nie da się już bardziej „odchudzić” paneli bez utraty ich wydajności. Teraz sektor PV musi po prostu zapłacić rynkową cenę, a ta rośnie z każdym dniem” – ostrzega w swoim weekendowym biuletynie The Silver Institute.
Widząc problemy podażowe, fundusze hedgingowe ruszyły na zakupy. Według danych z piątkowego raportu COT (Commitments of Traders), pozycje długie (obstawiające wzrosty) na rynku srebra osiągnęły najwyższy poziom od czasów pamiętnego „Silver Squeeze” z 2021 roku. Różnica polega na tym, że wtedy za wzrostami stał tłum z Reddita, a dziś są to miliardy dolarów zarządzane przez algorytmy i smart money, które grają pod twardy, strukturalny deficyt. Jeśli szukasz bezpiecznej przystani, kupujesz złoto. Jeśli szukasz lewarowanego zakładu na niedobór surowców w najbliższej dekadzie – kupujesz srebro.
