Złoto przekracza próg bólu. Czy popyt jubilerski zdoła udźwignąć „nową normalność” cenową?
Złoto po 5000 USD za uncję to marzenie inwestorów, ale jednocześnie absolutny koszmar dla połowy fizycznego rynku. Kiedy maklerzy w Londynie otwierają szampana, jubilerzy w Mumbaju i Dubaju gaszą światła w swoich salonach. Koniec marca przynosi pierwsze twarde dane z rynków azjatyckich i wnioski są brutalne: niszczenie popytu (tzw. demand destruction) w sektorze biżuteryjnym stało się faktem.
Historycznie, popyt jubilerski stanowił potężny bufor bezpieczeństwa dla cen kruszcu. Kiedy inwestorzy z Wall Street wyprzedawali złoto, tradycyjni kupcy z Indii czy Chin wchodzili na rynek, skupując tani towar na sezon ślubny czy festiwal Diwali. W 2026 roku ten mechanizm uległ całkowitemu załamaniu.
Cena w walutach lokalnych osiągnęła poziomy, przy których zakup tradycyjnej 22-karatowej biżuterii stał się zaporowy dla tamtejszej klasy średniej. Hurtownicy donoszą o drastycznym spadku importu. W zamian widzimy masowy proces „złomowania” – ludzie przynoszą starą biżuterię rodzinną do przetopienia, by wymienić ją na gotówkę, próbując ratować domowe budżety zdewastowane przez lokalną inflację.
„Widzimy historyczną zmianę warty na rynku metali. Popyt jubilerski, który przez dekady był niewzruszonym fundamentem, ostatecznie kapituluje przed ceną. Złoto przestało być ozdobą, a stało się wyłącznie instrumentem przetrwania finansowego” – ocenia analityk rynku wschodzącego w rozmowie z Financial Times.
Co to oznacza dla hossy?
Paradoksalnie – to nie koniec wzrostów, lecz potwierdzenie całkowitej zmiany charakteru rynku. Inwestycyjny i instytucjonalny popyt jest obecnie tak potężny, że w pojedynkę zasysa każdą uncję pojawiającą się na rynku, całkowicie ignorując zapaść w branży jubilerskiej. To sygnał, że złoto definitywnie oderwało się od swoich tradycyjnych, konsumpcyjnych korzeni. Cena nie zależy już od tego, ile łańcuszków sprzeda się w Indiach. Zależy od tego, jak bardzo banki centralne i globalne rynki finansowe obawiają się nadchodzącego załamania systemu długu. W tej grze sentymentów, nie ma górnej granicy bólu.
