Ostatnie dni czerwca przyniosły gwałtowne schłodzenie nastrojów na amerykańskich parkietach. Cena złota na krótko spadła poniżej psychologicznej bariery 4000 USD za uncję, reagując na bezkompromisowe oświadczenia nowego szefa Rezerwy Federalnej oraz niepokojące odczyty inflacyjne.
Głównym architektem rynkowego tąpnięcia okazał się jastrzębi zwrot w Fed. Po publikacji danych Bureau of Economic Analysis, wskazujących na wzrost wskaźnika inflacji PCE do poziomu 4,1% w ujęciu rocznym (najwyżej od 2023 r.), inwestorzy masowo porzucili nadzieje na letnie obniżki stóp procentowych.
Według narzędzia CME FedWatch, prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki stóp w USA wzrosło do 65%. Taka perspektywa wywołała rajd na rynku amerykańskich obligacji skarbowych – rentowności popularnych 10-latek wybiły się w rejon 4,6%, co natychmiast zwiększyło tzw. koszt alternatywny utrzymywania aktywów niegenerujących odsetek (złota i srebra).
„Złoto zderzyło się ze ścianą rosnących rentowności długu. Znajdujemy się w klasycznym układzie, w którym agresywna polityka banku centralnego dusi ceny surowców. Jednakże techniczna podłoga w okolicach 3950-4000 USD jest niezwykle mocna i była do tej pory chętnie broniona przez azjatycki kapitał instytucjonalny” – podsumowuje w rynkowej nocie dla klientów główny strateg Saxo Banku.
Dla inwestorów to moment próby nerwów. Utrzymanie strefy wsparcia w nadchodzących tygodniach będzie kluczowe dla zachowania długoterminowego trendu wzrostowego na złocie.