Oto kolejna porcja analitycznych tekstów, zamykająca kwiecień 2026 roku (22, 26 i 29 kwietnia). Skupiłem się na głębokich mechanizmach rynkowych, rozkładając na czynniki pierwsze problemy spółek wydobywczych, szoki na rynku palladu oraz nadchodzący mit giełdowy. Struktura tekstów jest zróżnicowana, a ton mocno publicystyczny. Zero ofert handlowych.
Przez dziesięciolecia na Wall Street obowiązywała żelazna zasada: jeśli wierzysz we wzrosty cen złota, kupujesz fizyczny kruszec. Ale jeśli chcesz wycisnąć z tej hossy absolutne maksimum i zwielokrotnić zyski, kupujesz akcje spółek wydobywczych (tzw. minersów). Historycznie rzecz biorąc, akcje kopalń działały jak lewar – gdy złoto rosło o 10%, wyceny firm górniczych potrafiły wystrzelić o 30%. Kwiecień 2026 roku brutalnie i ostatecznie zrewidował ten pogląd. Złoto bije historyczne rekordy, a indeksy największych spółek wydobywczych… szorują po dnie. O co tu chodzi?
Odpowiedź kryje się w dwóch słowach: koszty operacyjne. Inflacja, która wywindowała cenę końcowego produktu (złota), z jeszcze większą furią uderzyła w koszty jego pozyskania.
Kopalnie kruszców to biznes zżerający gigantyczne ilości energii. Aby wydobyć jedną uncję złota, trzeba przeprocesować dziesiątki ton skał. Ceny oleju napędowego zasilającego wywrotki, koszty energii elektrycznej potrzebnej do zasilania kruszarek oraz drastycznie rosnące żądania płacowe górników – to wszystko drastycznie podniosło wskaźnik AISC (All-In Sustaining Costs), czyli całkowity koszt wydobycia jednej uncji.
„To paradoks naszych czasów. Zarządy spółek wydobywczych patrzą na ekrany i widzą złoto po 5000 dolarów, ale ich marże są niższe niż wtedy, gdy kruszec kosztował połowę tej ceny. Jeśli dodamy do tego absurdalne wymogi regulacyjne ESG i ciągłe ryzyko nacjonalizacji złóż w krajach rozwijających się, staje się jasne, dlaczego kapitał ucieka z akcji górniczych” – punktuje w bezlitosnej analizie Brent Johnson, zarządzający funduszem Santiago Capital.
Dla inwestorów to lekcja, która kosztowała wielu z nich utratę kapitału w samym środku surowcowej hossy. Rynek wysyła jasny komunikat: inwestowanie w „papierowe” obietnice wykopania złota z ziemi obarczone jest potężnym ryzykiem korporacyjnym. W dzisiejszym, niestabilnym świecie jedynym czystym ekspozytorem na cenę kruszcu jest jego fizyczne posiadanie. Omijanie pośredników, prezesów kopalń i związków zawodowych stało się najwyższą formą rynkowej mądrości.