To był tydzień, który z pewnością przejdzie do historii rynków finansowych. Cena złota z impetem przebiła barierę 4600 USD, a katalizatorem tych wzrostów nie były – jak to zazwyczaj bywa – dane o inflacji czy bezrobociu, lecz czysta polityka. Informacje o możliwym śledztwie prokuratorskim wymierzonym w szefa Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella, wywołały nerwowość na Wall Street i ucieczkę kapitału w stronę bezpiecznych aktywów.
Atak na niezależność banku centralnego w największej gospodarce świata to dla inwestorów sygnał alarmowy najwyższego stopnia: „zaufanie do dolara jest zagrożone”. Eksperci z CPM Group ostrzegają wprost: upolitycznienie stóp procentowych w USA może doprowadzić do masowej ucieczki kapitału zagranicznego z amerykańskich obligacji. W takich warunkach złoto staje się jedyną prawdziwą walutą, której nie da się „dodrukować” na polityczne zamówienie, ani której wartości nie da się zadekretować ustawą.
Tim Waterer, główny analityk rynkowy z KCM Trade, zauważa, że rynek dostał „zielone światło” do zakupów bez opamiętania. Premia za ryzyko polityczne jest teraz wliczona w cenę kruszcu. Jeśli dodamy do tego narastające napięcia na linii USA-Iran, mamy gotowy przepis na dalsze, dynamiczne wzrosty. Inwestorzy, którzy wahali się przy poziomie 4500 USD, licząc na korektę, teraz gorączkowo szukają fizycznego kruszcu, co widać po wydłużających się czasach dostaw u dealerów w całej Europie.